niedziela, 23 sierpnia 2009

Kropka

I tutaj kończy się ta krótka, choć przyjemna historia. Zamykam tę stronę i znikam. Może wrócę kiedyś pod inną postacią. Nie czuję, że powinnam tłumaczyć i zanudzać, dlaczego tak, a nie inaczej. Swoją grafomanię skieruję ponownie do szuflady.

Nie wiem, ile Was tu było zaglądających, ale wszystkim dziękuję i nie polecam się na przyszłość ;)

Gdyby ktoś czuł pilną potrzebę kontaktu: wrona_moro2@wp.pl

Natalia M.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Mosty

Nigdy nie palę za sobą mostów. Nie warto. I to nie chłodna kalkulacja, beznamiętna rachuba. To po prostu j a. Nie odcinam się od przeszłości, bo przeszłość to część mnie; nie wycinam z siebie kawałków; komponuję swoje bycie z tego, co już było, co jest, co będzie.

Czasem mosty palą się same. Tak - jest takie zjawisko jak samozapłon. Z tym, że nigdy nie wiem, co właściwie miało miejsce: most zapalił się sam, czy może ktoś rzucił zapałkę i suche żerdzie trzasnęły płomieniami? Tego nie wiem; w końcu jestem tyłem do mostu, mam go za sobą, za plecami, gdzieś krok za sobą...

Tak czy inaczej - pozostaje smutek. Bo nie ma już powrotu, bo ktoś zdecydował za mnie, bo znika jakaś droga, wyjście, jakaś ścieżka, zakręt. Znika połączenie z drugim brzegiem, z którego spojrzenie na rzekę było inne, świeże i potrzebne.

środa, 12 sierpnia 2009

Niedomny

Po źdźbłach mokrych włosów spływa kropla za kroplą
Mijają go tramwaje pełne sinych ludzi
Przyklejone do szyb oczy patrzą z litością
Z pogardą obserwują jak w deszczu się trudzi.

Ciągnie tobół, i drugi, i trzeci
Brudne ma dłonie i stopy nieobute
Broda mu się trzęsie - od zimna? od smutku?
Czerwone oczy ma sińcem podkute.

Powiedz człowieku, czy śmiech Cię nie smuci?
Dokąd idziesz z dolą swej niedoli?
"W deszczu nigdy nie widać jak płaczę
Nie dotrę do domu, a to bardzo boli".

wtorek, 11 sierpnia 2009

Wystąpiło jezioro z brzegów swojej cierpliwości
Czarne wody rozlały się po kwaśnych chwastach
Utonęły ryby zimne i nieżywe.

Z milczącym krzykiem za otwartymi ustami schowanym
Idzie brzegiem soczystobiodra niewiasta
Bezpłaczem wita zielonych swoich niekochanków.

Tego, co jej nasion nie darował, przydepcze lekką stopą
Temu, co jej malin do ust nie kładł, z ust wyssie żywota
Zakopie w zielonozgniłym grobie pogłaskane pokrzywne dłonie.

Wystąpiło jezioro z brzegów swojej cierpliwości
W czarnych odmętach zamieszkają radości
Smutną jerychonadą wstanie błotnisty nowy świat.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Pierwiastek M.

Teraz gdy już umarłam
Gdy przysypał mnie ciężar niespełnionych marzeń
Teraz ci powiem, że byłeś moim bogiem.

Wierzyłam w ciebie, boże
Co noc się do ciebie modliłam
Chciałam mieć cię na własność, pomagałeś mi zasnąć.

Nie miałeś twarzy ni wzrostu
Męską krwią płynąłeś
Choć byłeś bogiem płodności, nie czułam zazdrości.

Tęskniłam za tobą, boże
Nie mogłam się ciebie doczekać
Jesteś też bogiem wojny, sen wieczny i niespokojny.